Nowhere
Znajduję się gdzieś pomiędzy, w pół drogi do normalności, w samym środku pustki. I tak patrzę na to, co mam, co mi się wydaje, że mam, oceniam, zastanawiam się, myślę usilnie. Ale brak mi wniosków, nauki na przyszłość. Nie uczę się na doświadczeniu, popełniam wciąż te same błędy, jakby specjalnie, mniemając, że może tym razem się uda. Niestety, kolejny raz przekonuję się o swojej naiwności.
I tak, wszystko w końcu trafi szlag
Jestem stała w zmienności, w niestałości decyzji i odczuć. Choć i tak próbuję zabić w sobie tę cząstkę duszy, która jeszcze ma nadzieję. Przyduszam ją, ranię, zmuszam do odejścia, ale jej zazwyczaj udaje się przetrwać. Czy naprawdę nie wie, jakie cierpienia mi zadaje? Czy może robi to specjalnie, bo lubi mój obłęd? Wolałabym, żeby nie istniała, żeby się nigdy nie pojawiła, bo teraz już muszę z nią żyć. To wszystko przez nią.
Lisbeth.Mikael.Martin.Harriet. David Fincher jest świetny. Udało mu się nakręcić świetny film na podstawie niesamowitej książki nie psując przy tym fabuły. Wyrazy wdzięczności.
I’ve heard that your dreams come true
Wreszcie chwila wolności, bez wiszącej nad głową olimpiady, uczenia się. Teraz tylko parę sprawdzianów, „Kordian” i parę innych rzeczy. Ale spadł kamień z serca, nawet odpowiedź ustna nie była taka straszna.
GOTYE ZNÓW NA PIERWSZYM MIEJSCU!!!
Wreszcie jakiś spokój, równowaga i stabilizacja. Oby tak dalej.
We all go back to where we belong
A ja należę do samej siebie i nikt nie może już wpływać na moje decyzje. I wreszcie zdaję sobie sprawę, że pewne rzeczy są niemożliwością. I ciężko się z tym pogodzić. Ale trzeba.
Fascynacje, cowieczorne kontemplacje, aż dziwne, że potrafię tak przywiązać się do nieznanego człowieka. No, cóż, spojrzenie czasem wywierca w mózgu dziurę, zapada w pamięć i nie daje żyć bez niego. Tak, dziwnie się zachowuję, zaprzeczam sobie i nie wiem, co robię.
Killing me softly
Każdego dnia w atłaskowych, choć niewidzialnych rękawiczkach mnie zabijasz. A jeśli nie zabijasz, to zbliżasz nieuchronnie ku śmierci. Końca marzeń i nadziei. I może dobrze. Bez złudzeń, niech świat wygląda wreszcie prawdziwie, tylko „why so serious?” Prawda wcale nie jest wesoła. A ja wreszcie chciałabym śmiać się z głębi serca, odblokować skrywane emocje i uczucia, ale przecież nie wypada, co ludzie powiedzą, przecież to wariactwo.
Po świętach kilka kilogramów więcej, waga ich co prawda nie pokazuje, ale ja je czuję na sobie. Francusko-filmowe uczenie się, planowanie, a kichać.
Spać, spać do południa, nareszcie.
Seulement un paradis
Przyszedł i mija czas, gdy serce bije z częstotliwością lampek na choince, gdy z radością zagląda się ludziom w okna, żeby zobaczyć przystrojone drzewko, kiedy przez cały wieczór pilnuje się dzieci, żeby nie dotykały prezentów pod choinką. Lubię Święta, ale tego roku poczułam, że nie pasuję, jestem za stara do dzieci, a za młoda do dorosłych. Więc snułam się, spacerowałam z kąta w kąt, odpisywałam na rozliczne życzenia, a moja rodzina tylko mnie nudziła. Trochę magii ubyło.
Jeszcze chwila, a zacznę szyć na mini-maszynie, choć mam świadomość, że francuski wisi nade mną nieubłaganie, bezlitośnie. Byle nie wyjść na totalnego głupka. Tyle wystarczy.
:*
Joyeux Noel!
Na Święta życzę sobie i innym odpoczynku, cierpliwości do rodziny, smacznych potraw i żeby poszło w cycki!
Oddaję się teraz przygotowaniom, sprzątam, gotuję, dekoruję choinkę. I jestem szczęśliwa.
I don’t even need your love
Chciałabym być silniejszą, bardziej niezależną, zołzowatą dziewczyną, która się niczym nie przejmuje, której nic nie rani i która jest jak skała. Niestety nie potrafię, jestem wrażliwa i często nie mogę sobie z tym poradzić. Bo mimo, iż uważam się za pesymistkę to wierzę w ludzi, przyjaźń i miłość. I pewnie dlatego ciągle się rozczarowuję.
Boję się o moje spojówki, czy nic złego im się nie stanie od łez napływających do i odpływających z oczu?
Pisk, zgrzyt, płacz
Dokładnie te trzy wymienione rzeczy się dzieją. Utrata, pustka, załamanie, próby zachowania godności i dumy, upór. Nie wiem, jak długo to jeszcze potrwa, jak długo wytrzymam, zanim przyznam się do porażki i do tego, że jestem uzależniona psychicznie. Zawsze gdzieś pozostaje nadzieja na lepsze jutro, na jedno w zasadzie słowo.
Nie można się gniewać na cały świat, jedno wybaczenie już przyszło, uświadomienie sobie swojego błędu i przestanie zadręczania się. Jest ok.
Mourir demain
W zasadzie nie byłoby to takie złe. Przeżywam obecnie permanentną, końcowo-jesienną depresję i nie chce mi się żyć. Śpię albo objadam się słodyczami, które mi wcale nie pomagają. Przyznaję się do mojej słabości, ale wiem, że muszę jakoś przetrwać, że powinnam się zebrać w sobie i wyjść z tego z podniesioną głową. I robię porządki, choć czasem powodują one łzy, bo… po prostu tak.
Dobra, czas na kolejną porcję czekolady i Sheldona <3